| Bardzo złośliwie potraktował |
|
| | Bardzo złośliwie potraktował Gałczyński profesora, który położył wielkie zasługi w polskim sadownictwie. Nie jego było winą, iż w Polsce międzywojennej, w nędzy wsi polskiej, nie mogło się przyjąć sadownictwo intensywne. Byli i tacy, którzy zaraz po ostatniej wojnie chcieli stawiać nu ten rodzaj sadownictwa. Trzeba jednak przypomnieć, że zanim ktoś zacznie tworzyć poematy, musi nauczyć się czytać i pisać. Tymczasem niektórzy propagatorzy sadownictwa intensywnego byli po prostu analfabetami sadowniczymi, zwłaszcza w dziedzinie ochrony sadów. Założone przez nich sady karłowe, np. w Osinach pod Łodzią, stały się wylęgarniami chorób i szkodników. Nie tylko nie znalazły one wśród sadowników naśladowców, ale odstraszyły ich od tego typu „intensyfikacji". Sytuacja nie dojrzała jeszcze do propagowania sadownictwa intensywnego. Sadownicy nie byli do niego przygotowani, a przemysł państwowy nie dawał gwarancji zaopatrzenia w nawozy, chemikalia do walki z chorobami i szkodnikami, w maszyny i narzędzia. Polska nauka sadownicza skoncentrowała się więc w pierwszych kilkunastu latach po wojnie na opracowaniu zasad ochrony sadu i zasad agrotechniki oraz na upowszechnieniu tych umiejętności wśród najlepszych sadowników. Zbiegło się to z akcją przemysłu państwowego, zapewniającą lepsze zaopatrzenie w środki produkcji. Dopiero wtedy można było dać sygnał do zakładania sndów intensywnych. głogów | | |